kobieta wybiera śmierć

niedziela, 3 kwietnia 2016

W wielu mitach, indiańskich i nie tylko, przewija się myśl, że śmierć to wynik okropnej pomyłki. Założenie było takie, że ludzie mieli żyć wiecznie. Ewentualnie kłaść się do snu na dłuższą chwilę, a potem szybko zmartwychwstawać, odświeżeni i wypoczęci. Ale coś poszło nie tak. Różne plemiona przedstawiają tę pomyłkę inaczej. W niektórych mitach szyki psuje Stwórcy nieprzyjaciel, w innych błaznujący Kojot, w jeszcze innych to człowiek własnym nierozgarnięciem bezmyślnie unicestwia pierwotne założenia.

Zatem z klasycznego, dramaturgicznego punktu widzenia, śmierć to wynik hamartii: winy tragicznej, ściągniętej w sposób nieświadomy i niezamierzony, do pewnego stopnia losowy. Jest to wina-niewina, osamotnienie i pokrzepienie. Czy kobieta z opowiadania faktycznie „wybrała” śmierć? Można argumentować, że tak, można argumentować, że nie. Ukartowane to było, niesprawiedliwe. Ale wiele (zbyt wiele?) życiowych wyborów ledwo się do wyborów zalicza.

Obróciłem się i zauważyłem pod słońcem,
że nie do szybkich należy wyścig
i nie do dzielnych wojna,
również nie do mądrych chleb,
nie do roztropnych bogactwo
ani do uczonych uznanie,
gdyż czas i przypadek spotyka ich wszystkich.

Bo też człowiek nie zna swego czasu,
jak ryby, które łowi się w nieszczęsną sieć,
i jak ptaki, które się łapie w sidła.
Jak one, tak synowie ludzcy chwytają się w czasie nieszczęścia,
który nagle na nich spada.


Poniższy mit opowiadają Czarne Stopy, plemię nomadów wędrujące kiedyś po prerii za stadami bizonów i zapuszczające się aż do rzeki Bow w Kanadzie.


Stary Człowiek stworzył świat, ale czegoś mu w nim brakowało. Dumał nad tym długo, aż stwierdził, że dobrze byłoby stworzyć kobietę. Nie do końca wiedział, jak miałaby ona wyglądać, więc przez kilka dni babrał się w glinie, wypróbowując przeróżne kształty. Czwartego dnia udało mu się wyrzeźbić całkiem ładną kobietę, aligancko ukształtowaną, odpowiednio zbudowaną i na górze, i na dole, i z przodu, i z tyłu. Stary Człowiek sapnął z zadowoleniem i oznajmił: „Całkiem dobra robota. Taką kobietę można mieć na świecie”. Potem na jej podobieństwo ukształtował dziecko – i tu poczuł, że wreszcie dokończył dzieła. Przykrył figurki ciepłym kocem i odszedł. Czwartego dnia zaczęły się poruszać, a Stary Człowiek pokazał im, jak chodzić prosto. Dał im także zdolność mówienia.

Tego pierwszego dnia kobieta i dziecko chodziły po świecie ze Starym Człowiekiem, pytając go o różne sprawy, a on wszystko im wyjaśniał. W pewnym momencie, kiedy przechadzali się nad rzeką, kobieta zapytała:

„Jak nazywa się ten stan, to, że chodzimy, poruszamy się, oddychamy i jemy?”

„To się nazywa życie” – wyjaśnił Stary Człowiek. – „Przedtem byłaś tylko kawałkiem gliny. Teraz natomiast żyjesz”.

„A kiedy byłam kawałkiem gliny, to żyłam, czy nie?” – drążyła kobieta. Stary Człowek zaprzeczył, a kobieta pytała dalej: „To jak nazywa się to, że nie żyłam?”

„To się nazywa śmierć” – odparł Stary Człowiek. – „Kiedy nie ma życia, jest śmierć”.

„A czy będę żyła zawsze?” – zapytała kobieta. – „Czy może któregoś dnia umrę?”

Stary Człowiek zadumał się. Wreszcie oznajmił: „O tym w ogóle nie pomyślałem, ale możemy to rozstrzygnąć już teraz”. I podał kobiecie kawałek wyschniętej gliny, znaleziony wśród traw. „Rzuć go na wodę. Jeśli będzie unosił się na powierzchni, ludzie będą umierać, ale tylko na cztery dni. Odpoczną i wrócą do życia”.

„Nie!” – odparła kobieta, bo już wtedy lubiła wszystko po swojemu ulepszyć. – „Glina rozpuści się w wodzie. Lepiej rzucić kamyk. Jeśli będzie się unosił na powierzchni, ludzie będą żyli wiecznie i nie będzie śmierci”. Kobieta nie miała pojęcia o właściwościach otaczających ją przedmiotów, bo przecież chodziła po świecie dopiero od kilku godzin! I zanim Stary Człowiek zdołał ją powstrzymać, wrzuciła kamyk do wody, a ten natychmiast poszedł na dno.

Stary Człowiek westchnął i pokręcił głową: „Dokonałaś wyboru. Teraz już nic się nie da zrobić. Teraz ludzie będą umierać”.

***

Opowiadanie nie jest tłumaczeniem, a jedynie moją wersją mitu zawartego w: Erdoes, Richard - Alfonso Ortiz (red). 1984. American Indian Myths and Legends. New York: Random House, „Woman Chooses Death”, ss. 469-70. 

Zdjęcie Czarnych Stóp jest autorstwa Edwarda S. Curtisa, 1926. Zaczerpnięte z 18. tomu The North American Indian p.t. „The Chipewyan. The Western woods Cree. The Sarsi”. Cambridge, MA: The University Press. Cyfrowe kopie oryginalnych fotograwiur dzięki Nortwestern University Library, Edward S. Curtis’s The North American Indian, 2003.
Share /

3 komentarze

  1. och Charlotte, jesteś moim najulubieńszym bajarzem !

    OdpowiedzUsuń
  2. Moim też! A indiańskie mity są cudowne.
    I znów, wszystkiemu winna jest kobieta (lub też wszystko jej zawdzięczamy :))
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :) Dzięki, Kochani :) Przyznam się, że też lubię ten cykl "indiańskiego bajania" :) Coś innego i świeżego :)

      Usuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo