Zatem z klasycznego, dramaturgicznego punktu widzenia, śmierć to wynik hamartii: winy tragicznej, ściągniętej w sposób nieświadomy i niezamierzony, do pewnego stopnia losowy. Jest to wina-niewina, osamotnienie i pokrzepienie. Czy kobieta z opowiadania faktycznie „wybrała” śmierć? Można argumentować, że tak, można argumentować, że nie. Ukartowane to było, niesprawiedliwe. Ale wiele (zbyt wiele?) życiowych wyborów ledwo się do wyborów zalicza.
Obróciłem się i zauważyłem pod słońcem,
że nie do szybkich należy wyścig
i nie do dzielnych wojna,
również nie do mądrych chleb,
nie do roztropnych bogactwo
ani do uczonych uznanie,
gdyż czas i przypadek spotyka ich wszystkich.
Bo też człowiek nie zna swego czasu,
jak ryby, które łowi się w nieszczęsną sieć,
i jak ptaki, które się łapie w sidła.
Jak one, tak synowie ludzcy chwytają się w czasie nieszczęścia,
który nagle na nich spada.
Poniższy mit opowiadają Czarne Stopy, plemię nomadów wędrujące kiedyś po prerii za stadami bizonów i zapuszczające się aż do rzeki Bow w Kanadzie.
Tego pierwszego dnia kobieta i dziecko chodziły po świecie ze Starym Człowiekiem, pytając go o różne sprawy, a on wszystko im wyjaśniał. W pewnym momencie, kiedy przechadzali się nad rzeką, kobieta zapytała:
„Jak nazywa się ten stan, to, że chodzimy, poruszamy się, oddychamy i jemy?”
„To się nazywa życie” – wyjaśnił Stary Człowiek. – „Przedtem byłaś tylko kawałkiem gliny. Teraz natomiast żyjesz”.
„A kiedy byłam kawałkiem gliny, to żyłam, czy nie?” – drążyła kobieta. Stary Człowek zaprzeczył, a kobieta pytała dalej: „To jak nazywa się to, że nie żyłam?”
„To się nazywa śmierć” – odparł Stary Człowiek. – „Kiedy nie ma życia, jest śmierć”.
„A czy będę żyła zawsze?” – zapytała kobieta. – „Czy może któregoś dnia umrę?”
Stary Człowiek zadumał się. Wreszcie oznajmił: „O tym w ogóle nie pomyślałem, ale możemy to rozstrzygnąć już teraz”. I podał kobiecie kawałek wyschniętej gliny, znaleziony wśród traw. „Rzuć go na wodę. Jeśli będzie unosił się na powierzchni, ludzie będą umierać, ale tylko na cztery dni. Odpoczną i wrócą do życia”.
„Nie!” – odparła kobieta, bo już wtedy lubiła wszystko po swojemu ulepszyć. – „Glina rozpuści się w wodzie. Lepiej rzucić kamyk. Jeśli będzie się unosił na powierzchni, ludzie będą żyli wiecznie i nie będzie śmierci”. Kobieta nie miała pojęcia o właściwościach otaczających ją przedmiotów, bo przecież chodziła po świecie dopiero od kilku godzin! I zanim Stary Człowiek zdołał ją powstrzymać, wrzuciła kamyk do wody, a ten natychmiast poszedł na dno.
Stary Człowiek westchnął i pokręcił głową: „Dokonałaś wyboru. Teraz już nic się nie da zrobić. Teraz ludzie będą umierać”.
***
Opowiadanie nie jest tłumaczeniem, a jedynie moją wersją mitu zawartego w: Erdoes, Richard - Alfonso Ortiz (red). 1984. American Indian Myths and Legends. New York: Random House, „Woman Chooses Death”, ss. 469-70.
Zdjęcie Czarnych Stóp jest autorstwa Edwarda S. Curtisa, 1926. Zaczerpnięte z 18. tomu The North American Indian p.t. „The Chipewyan. The Western woods Cree. The Sarsi”. Cambridge, MA: The University Press. Cyfrowe kopie oryginalnych fotograwiur dzięki Nortwestern University Library, Edward S. Curtis’s The North American Indian, 2003.


och Charlotte, jesteś moim najulubieńszym bajarzem !
OdpowiedzUsuńMoim też! A indiańskie mity są cudowne.
OdpowiedzUsuńI znów, wszystkiemu winna jest kobieta (lub też wszystko jej zawdzięczamy :))
Pozdrawiam ciepło! :)
Hehe :) Dzięki, Kochani :) Przyznam się, że też lubię ten cykl "indiańskiego bajania" :) Coś innego i świeżego :)
Usuń