Henry'ego historie o duchach

wtorek, 23 września 2014

„Jak byłem listonoszem, z psami pilnującymi domów potrafiłem się dogadać. Nie było problemu. Gorzej z kobietami. Znasz to powiedzenie, że czyjeś dziecko przypomina listonosza? No właśnie. Myślałem, że to bujda, ale nie uwierzysz, ile kobiet myli harlequiny z rzeczywistością i naprawdę sądzi, że jako listonosz jesteś jakąś maszyną do zapładniania. Jakbym ja chciał i mógł! Mam jedną kobietę i to już jest o jedną za dużo, uwierz mi.”

(Gwoli ścisłości należy dodać, że kilka lat temu Henry i Annette świętowali pięćdziesiątą rocznicę ślubu i są prawdopodobnie jedną z lepiej dobranych par, które znam. Gdyby nie Annette, jej mocne stąpanie po ziemi i żelazna organizacja w postaci wielkiego kalendarza z pozakreślanymi na czerwono datami, Henry zupełnie by się rozjechał; zgrywa twardziela, ale pod swoim pancerzykiem jest mięciutki jak rodzynka namoczona w araku. Oczywiście, do tego się nigdy nie przyzna. Tylko jojczy, że ktoś o niego dba).


Poza swoim poczuciem humoru Henry ma jeszcze jeden dodatkowy zmysł, szósty. Opowiedział mi w związku z tym wiele bardzo ciekawych historii. Jedna brzmiała tak:

„Któregoś dnia zmienili mi trasę i zacząłem doręczać listy do takiego małego osiedla dla seniorów, niedaleko stąd. W tamtych czasach oczekiwali od ciebie, że jako listonosz będziesz zawsze punktualnie, nie tak jak teraz; nie wiadomo, kiedy przyjadą po śmieci, nie wiadomo, kiedy przyjadą z paczką, nic w ogóle nie wiadomo. Obiboki, tfu! A kiedyś trzeba było się zmieścić w konkretnym przedziale czasowym, inaczej adresat mógł zadzwonić na pocztę i donieść, że nie przyjechałeś na czas i że pewnie chlejesz gdzieś w barze... Wiadomo, konsekwencje były raczej niewesołe. W każdym razie na tym osiedlu dla seniorów mieszkała pewna pani. Chyba samotna; o ile dobrze pamiętam, nie dostawała żadnych listów od prawdziwych osób, tylko od samych instytucji. Za każdym razem, gdy przyjeżdżałem z listami, ona stała przy skrzynce i już na mnie czekała. Nie czekała, rozumiesz, na konkretny list, czekała na mnie, na żywą osobę. Zaprzyjaźniliśmy się. To była bardzo inteligentna, pogodna osoba, we wszystkim zorientowana. Zawsze lubiłem sobie z nią pogawędzić.

Trwało to tak jakiś czas, aż któregoś dnia Margie zmarła. Nie zdziwiło mnie to, od jakiegoś czasu wyglądała niedobrze; poza tym była już blisko osiemdziesiątki. Nie mogłem pojawić się na pogrzebie, bo pracowałem, ale wiedziałem, że będzie mi jej brak. Margie była naprawdę wyjątkowa.

Następnym razem, gdy zawitałem na osiedle z listami, Margie czekała na mnie przy skrzynce, jak gdyby nigdy nic. Zdziwiło mnie, że była ubrana w coś białego, jakby koszulę nocną, ale poza tym nie czułem żadnego niepokoju; ucieszyłem się wręcz. Zatrzymałem samochód. Przywitaliśmy się. Powiedziała: „Henry, chciałam się z tobą pożegnać.”

Oczywiście, coś mi w tym wszystkim nie pasowało, więc zapytałem ją, żeby się upewnić: „Ale wiesz, że umarłaś kilka dni temu, tak?”

„Oczywiście” - odpowiedziała. - „Byłam przecież na pogrzebie, bardzo piękna uroczystość.”

W tym momencie odwróciłem się, żeby wyciągnąć stertę listów z mojego samochodu, a kiedy znowu się wyprostowałem, Margie już nie było. A ja... nadal nie odczuwałem żadnego strachu. Po prostu wiedziałem, że to była ona, ta sama, niezmieniona. Przyszła, żeby się ze mną pożegnać, jak zawsze pełna klasy i filuternego wdzięku. Do teraz wspominam to spotkanie bardzo miło.”
Share /

1 komentarz


  1. Bardzo budująca historia. Margie, bohaterka z klasą.Aż po grób:) Wierzę w istnienie duchów, wiesz?...

    OdpowiedzUsuń

O prawach

Wszystkie teksty zamieszczone na blogu są wyłączną własnością bloga "pelargonie i sól" i jego autora, Karoliny Zaremby. Wykorzystywanie i kopiowanie ich bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

O fotkach

Dla tych, co się na tym znają, rozróżnienie będzie dosyć jasne: te zdjęcia, które mają potencjał i sprawiają wrażenie, jakby cyknął je ktoś, kto wie, co robi, są dziełem mojej olśniewającej siostry. Znajdziecie ją na www.dorobothy.pl razem z resztą jej sportowo-artystycznych projektów.

Za pozostałe zdjęcia (robione tabletem lub komórką) biorę odpowiedzialność ja. Rzadkie zapożyczenia pojawiają się ze źródłem. Zdjęcia niepodpisane pochodzą z pixabay lub ze strony podobnej.

Posty popularne

Posłuchaj Pelargonii!

Ostatnie rozmowy

© pelargonie i sól
designed by templatesZoo